|
2012-02-06 09:23 | autor: aleksander
Sezon dopiero się rozkręca i wielu zawodników, którzy mało albo prawie nic nie robili ze sobą podczas lockaut’u, nie odnalazło formy i nie powróciło do całkowitej sprawności. Trudno nie pokusić się jednak o pierwsze podsumowania i obserwacje. |
Dallas Mavericks: Aktualni mistrzowie dokonali niemałej rewolucji w składzie. Tak naprawdę do zmian i tak by doszło, bo personalnie Dallas było w zeszłym sezonie mocne jak diabli, a wiadomo weterani pokroju Chandlera czy combo-guard Barea w końcu i tak by się upomnieli o wyższe kontrakty. Dzisiaj żadnego z nich jednak nie ma już w Mavs, są za to nowe twarze Vince „boli mnie kolano” Carter, Lamar „dlaczego nie gramy trójkątów” Odom i Delonte „gdzie mój rewolwer” West. Czy zmiany te wyjdą Mavs na dobre? Myślę że strategia zamiany doświadczonych zawodników na innych weteranów jest zabiegiem przemyślanym i trafnym. Vince gdy jest zdrowy potrafi być jeszcze groźny, poza tym obserwuję u niego progres jeśli chodzi o ball handling i podawanie przy podwojeniach, Lamar to bez dwóch zdań jeden z najwszechstronniejszych koszykarzy w lidze (kapitan reprezentacji USA marnuje się w Dallas, niestety), a West gdy nie ma z nim problemów natury wychowawczej, to bardziej niż solidny role player. Jest jeszcze grupka rezerwowych, o których celowo nie napisałem, bo poza niezłą grą Iana Mahinmi do tej pory, nie ma tak naprawdę o czym pisać. Na pewno jednak trzeba pochwalić grę „jedynki” Beaobuis. Francuz jest bardzo produktywny i moim zdaniem robi o wiele więcej niż w zeszłym sezonie JJ. Barea. Czy Dallas obroni tytuł? Nie, choć tak bardzo chciałbym się mylić. I nie dlatego, że była rewolucja w składzie, że są personalnie słabsi, bo nie są. Problem tkwi w Dirku, bo to on jest go to guy w najtrudniejszych meczach w play-off’s. A Dirk jakby się oszczędzał na początku sezonu. Mam nadzieję że zdąży z formą, a jego Mavs zdążą nauczyć się grać z nim.
Miami Heat: To będzie drugie podejście tego zespołu do mistrzostwa. I myślę, że na dzień dzisiejszy są faworytem. Mają szeroki skład. Wreszcie rezerwowi włączyli się do zdobywania punktów m.in. Miller, wraca do formy Haslem. Poza tym ciągle mają 2 z 5 najlepszych koszykarzy w lidze (przepraszam Chris – wiem, że się starasz, ale nadal jesteś soft) i mają człowieka, który kiedy nie jest podwajany, jest jednym z najlepszych wysokich od zdobywania punktów (Chris - tu należą Ci się brawa). Wszystko zależy od przeciwników. Kto pozwoli grać Heat ich koszykówkę podkłada łeb pod topór. Dla mnie murowany kandydat na mistrzostwo NBA.
San Antonio Spurs: Dziadki z San Antonio chyba już ostatni raz tak śmiało mówią o mistrzostwie, a raczej o próbie jego odzyskania. Duncan podobno stawił się w życiowej fomie fizycznej na obozie przed sezonem, ale jeśli to jest życiowa forma, to wolałem oglądać jego bank shoot’y 10 lat temu, gdy w takowej nie był. Moim zdaniem Spurs są dalej mocni, mają jeden z lepszych systemów szkoleniowych i na ich korzyść przemawia stabilizacja składu i treningu, ale żeby zdobyli mistrzostwo zbyt wiele niewiadomych musiałoby się zazębić m.in. forma Manu i Tima, oraz przede wszystkim będą potrzebowali duuużo zdrowia. Jeden element tej układanki odpada i to będzie koniec marzeń o misiu. Sezon jest krótki i intensywny – nie obstawiałbym Spurs, aczkolwiek w pojedynczym meczu są w stanie ograć każdego.
Los Angeles Lakers: Rewolucja w zespole już dokonana. Nie ma Odoma, dwóch Brownów, Caractera, Ratliffa. I to tyle. Są za to nowe twarze: Kapono, McRoberts i Murphy, dobrani na tej samej zasadzie co w Dallas, czyli weterani, którzy mają pomóc. Problemem może tu się okazać jednak zbyt mała pomoc z ich strony. Murphy ledwie się porusza i jest cieniem samego siebie z przed kilku lat (jeden dobry mecz do tej pory 4/4 za trzy), Kapono wyraźnie jest nieprzygotowany do sezonu – zatracił pewność siebie, a McRoberts okazuje się totalnym niewypałem – jak z wiekiem skończy się jego dynamika – będzie to koniec tego zawodnika. Na razie Lakers grają w kratkę, raz lepiej, raz gorzej. Od początku sezonu zagrali ledwie jeden mecz, w którym Bryant, Gasol i Bynum zagrali razem dobrze (słaby mecz z Wolves). Jednak ciekaw jestem jak ta drużyna będzie funkcjonować w PO. Na razie Bryant gra ponad 38 minut na mecz (2 m-ce w lidze), Gasol ponad 37. Moim zdaniem się zajadą. A jak było z nie do końca sprawnym Bryantem i zmęczonym Gasolem w zeszłych play-off’s pamiętam dobrze. Żeby zdobyć misia, ta drużyna musiałaby się wznieść na szczyt swoich możliwości. A Metta World Peace musi zagrać jak Ron Artest, co do tego nie ma nawet dyskusji.
Chicago Bulls: Chicago (bez urazy dla fanów i fanek) to drużyna sezonu zasadniczego w NBA. Będą mocni dopóki nie zacznie się obrona w PO , brutalna gra i walka o każdy centymetr parkietu.
Jest to solidna drużyna, która wzmocniła się na pozycji nr 2 weteranem Hamiltonem, jednak sukcesy Bulls-ów zależą w dużej mierze od Rose’a, więc w trudnej serii w play-off, przeciwnicy nie będą Derricka oszczędzać, co na pewno odbije się na wynikach drużyny.
Poza tym Boozer gra himerycznie i nierówno, a Hamilton też nie jest tak groźny jak w Detroit. Będzie mocny sezon, nadzieje i Miami Heat je rozwieją na zakończenie.
Boston Celtics: O Bostonie nawet nie chce się pisać, bo szans na tytuł w tej chwili nie mają. Ciągle gra tam Garnett, Pierce, Allen i Rondo, ale robi mi się przykro jak oglądam (szczególnie 3 pierwszych) w akcji. Są wolni, ociężali i tak naprawdę są cieniami samych siebie. Pierce ma przebłyski najczęściej i chyba najbardziej czuje się odpowiedzialny za drużynę, ale bez Kevina i Raya sam nic nie ugra. A role player’s są słabi i niewiele wnoszą świeżości do gry. Celtics będą starali przebrnąć sezon małym nakładem sił i zaatakować w kwietniu. Czy im się uda. Motywacji mają mnóstwo, za rok będą znowu starsi.
Oklahoma City Thunder: Kelvin Durant jest liderem tej drużyny, która z zamysłem została zbudowana w Oklahomie. Gdy patrzę na ich poczynania nasuwa mi się porównanie z Wolves z Garnetem i „Starburym” z lat ’90. I także w tej sytuacji drugiemu liderowi (Westbrook) nie do końca wychodzi pogodzenie się z sytuacją, że jest druga gwiazda w zespole. Jak kiedyś Stephon Marbury miał zadatki na największą postać w Minnesocie i po prostu odszedł, gdy nie było to planem w polityce klubu. Westbrook musi nauczyć się grać z drużyna (w sumie swój prime time będzie dopiero miał), do tej pory Harden urodzony shooting guard rozgrywa pick-and roll’e wcale nie gorzej niż Russell. Na razie Westbrook na pewno potrafi niszczyć na pozycji nr 1 w lidze. Musi teraz nauczyć się dyrygować drużyną.
Role players są na miejscu. Zdolni nawet do łapania przeciwników na faule ofensywne i do brutalnych fauli pod koszem oraz walce na łokcie ( Collison, Perkins). Nie wiem czy byłaby drużyna, która poradziłaby sobie z Thunder w play off’s jeżeli City poukładali by swoją grę?
Portland, Indiana, Denver, Nowy York i Orlando szans na tytuł raczej nie mają. Te pierwsze trzy za to jeszcze nieraz nas pozytywnie w tym sezonie zaskoczą. Ostatnie dwa na pewno rozczarują. Zresztą okaże się to wszystko niebawem.
Karol Gładki


















Jak już Lakersi odpadli z BOstonem to Spursi do finału idą na 80 %
Komentarz do: Kto zdobędzie Mistrzostwo NBA 2011/2012
kaka powaliło cię clippersi nie pokonają Oklahome i w finalę zagrają z miami.
Komentarz do: Kto zdobędzie Mistrzostwo NBA 2011/2012
po pierwsze clippers nie wygra. po drugie nie majami tylko miami ;) mały błąd kolego!!
Komentarz do: Kto zdobędzie Mistrzostwo NBA 2011/2012